Karolina
Rochman-Drohomirecka

KOLORYSTA, ARCHITEKT I PROJEKTANT

Tworzy przestrzenie łączące nowoczesność z szacunkiem dla tradycji i rzemiosła. W projektowaniu myśli kolorem.

W 2025 roku znalazła się w prestiżowym gronie AD100 – listy najbardziej wpływowych architektów i projektantów z Polski i ze świata. Jej projekty zostały docenione przez międzynarodowe magazyny wnętrzarskie, takie jak AD Italia, AD Germany, AD Polska i Elle UK. Z zamiłowania do autentycznej architektury współzałożycielka Marki il Capolavoro.

Absolwentka Wydziału Architektury Politechniki Gdańskiej oraz Wydziału Architektury HAWK Hildesheim w Niemczech. Doświadczenia zawodowe przy tworzeniu palet kolorystycznych dla europejskich marek farbiarskich, odzieżowych i motoryzacyjnych, a także praktyka w zakresie projektowania przestrzeni, określiła jej rozwój w kierunku koloru.

W idei marki osobistej Karolina Rochman-Drohomirecka łączy eklektyzm z umiejętnością interpretacji. Jej styl określa uważna obserwacja, kolor, szacunek do rzemiosła, autentycznej architektury. To, co wyróżnia jej podejście, to żonglowanie stylem, w którym subtelne zderzenie koloru i faktur nabiera głębi i harmonii.

W swoich realizacjach dąży do zachowania tożsamości miejsc, uwzględniając kontekst kulturowy i regionalny.

PUNKTY PRZEŁOMOWE

Tradycja i kunszt rzemieślniczy

Wychowałam się w domu, który był prawdziwym laboratorium kreatywności i technicznego geniuszu. Mój ojciec był budowniczym oraz wynalazcą kilku patentów, co miało ogromny wpływ na moje postrzeganie świata. Od najmłodszych lat byłam świadkiem jego pracy, która łączyła w sobie zarówno praktyczną inżynierię, jak i innowacyjne podejście do rozwiązywania problemów.

Mój ojciec, konstruktor podzespołów do dźwigów morskich, uczył mnie, jak przygotowuje się zbrojenia wieńców, formuje dachówki, wykonuje izolacje, muruje, tynkuje, a nawet układa podłogi na legarach. To doświadczenie, tak bezpośrednie i namacalne, pozwoliło mi zrozumieć, jak ważne są detale i solidność w tworzeniu przestrzeni.

Zamiłowanie do rzeczy solidnych i trwałych dostrzegam również w pracy mojego dziadka, który tworzył meble dla rodziny i klientów. Jego pracownia pełna była drewna, czeczotu i giętego szkła. To miejsce, w którym powstawały przedmioty z prawdziwą pasją i dbałością o detal, nauczyło mnie, jak ważne jest nie tylko to, co tworzymy, ale i jak to robimy.

Wybór architektury jako mojej drogi zawodowej nie był przypadkowy. W mojej rodzinie logiczne myślenie i dążenie do uporządkowania przestrzeni było czymś naturalnym. Zdolność do tworzenia struktur, zarówno w dosłownym, jak i abstrakcyjnym sensie, była przekazywana z pokolenia na pokolenie. Mój brat wybrał matematykę, a ja architekturę – oba te wybory były wynikiem tego samego dziedzictwa: chęci uporządkowania myślenia, przestrzeni i przełożenia ich na język formuł i reguł. Moje podejście do pracy, solidność, precyzyjność i szacunek do detali są więc efektem tego, co wyniosłam z domu i warsztatów moich bliskich.

Podczas moich pierwszych zajęć na Politechnice Gdańskiej usłyszałam od profesora Dopierały słowa, które wywarły na mnie ogromne wrażenie: „projektowanie to nie jest sam obiekt ale też to kim jesteś”. Projektowanie stało się dla mnie procesem, w którym staję się częścią przestrzeni, którą tworzę. Te słowa wciąż kształtują moją pracę, przypominając mi, że architektura to nie tylko zawód, ale także sposób wyrażenia siebie.

Zrozumiałam, że to, co tworzę, nie jest oddzielone od mnie – to moje spojrzenie na świat materializuje się w przestrzeni, w którą wprowadzam innych ludzi.

Dzisiaj architektura stała się nie tylko moim zawodem, ale i pasją, sposobem na wyrażenie siebie. To także pozwala mi na wyjście poza utarte schematy i tworzenie przestrzeni, które mają głębszy sens i ład emocjonalny. Projektowanie to dla mnie proces nie tylko intelektualny, ale także emocjonalny. Każdy projekt to moment, w którym staję się częścią przestrzeni, którą tworzę. I to, co zostało we mnie zaszczepione na początku mojej kariery, kształtuje nie tylko moje podejście do projektowania, ale także sposób, w jaki postrzegam siebie jako architekta. Wciąż pogłębiam to rozumienie, bo wiem, że to, co tworzę, jest odbiciem tego, kim jestem.

Doktorat „Terror kolorem w Architekturze” cały czas się tworzy.
Myśl o doktoracie powstała po drugim roku studiów na Politechnice Gdańskiej na Wydziale Architektury i Urbanistyki, w momencie, kiedy rozpoczęłam równolegle studia na Wydziale Architektury HAWK oraz Farb Design w Hidesheim w Niemczech.

Byłam pierwszą studentką architektury na wydziale Farb Design, prof. Schlegel dostrzegł unikalną szansę w pracy kolorem w procesie projektowania architektonicznego zamiast na istniejącej już bryle.

Efektem był unikatowy projekt Colour Master Plan dla Berlina Wschodniego. Projekt był ważny społecznie ze względu na wielkość obszaru, który był nim objęty, oraz ze względu na fakt, iż kolor stał się narzędziem do rewitalizacji przestrzeni pod kątem społecznym.

Kolory wyznaczały strefy podkreślające tożsamość grup społecznych a także wpływały na ich integrację.

Tworząc palety kolorystyczne dla marki farbiarskiej Caparol oraz dla marek odzieżowych i motoryzacyjnych, doświadczyłam, w jaki sposób kolor staje się narzędziem wpływu na psychikę oraz podejmowane decyzje konsumenta.

W świecie kolorów są dwa nazwiska, małżeństwo Lesly Toledo i Markusa Schlegela. To niekwestionowane autorytety w świecie koloru, twórcy IIT HAWK oraz wydziału Farb Design Hildesheim. Współtworzyłam z Markusem Instytut International TrendScouting HAWK, adresującego swoje badania do szeroko pojętego przemysłu opierającego się o kolor.

Zapachy i kolory Madrytu zajmują specjalne miejsce w mojej wyobraźni. Mój autorytet – Paloma Vergas, kostiumograf Baletu Madryckiego – mistrzyni detalu, której wykreowane kostiumy, broszki i najdrobniejsze elementy rezonują we mnie przez kolejne lata w pracy nad projektami. Dążę do perfekcji w pracy nad detalem, pragnąc łączyć materiały niemożliwe do połączenia. Nie zdawałam sobie sprawy z tego jak duży miało to wpływ na moją twórczość, jak bardzo mnie to ukształtuje.

Byłam pierwszą studentką architektury na wydziale HAWK Farb Design, gdy prof. Marcus Schlegel dostrzegł unikalną szansę w pracy nad kolorem już w procesie projektowania architektonicznego, zamiast na istniejącej już bryle. Efektem był unikatowy projekt Colour Master Plan dla Berlina Wschodniego. Projekt ten miał ogromne znaczenie społeczne ze względu na wielkość obszaru, który obejmował, oraz fakt, iż kolor stał się narzędziem do rewitalizacji przestrzeni pod kątem społecznym. Kolory wyznaczały strefy, które podkreślały tożsamość grup społecznych, a także wpływały na ich integrację.

Opracowanie to zakończyło się zarówno publikacją, jak i realizacją, co było kluczowym doświadczeniem w mojej karierze.

W świecie kolorów są dwa znaczące nazwiska, małżeństwo Lesly Toledo i Markusa Schlegela. To niekwestionowane autorytety w świecie koloru, twórcy IIT HAWK oraz wydziału Farb Design Hildesheim. Współtworzyłam z Markusem Instytut International Institute Trendscouting HAWK adresującego swoje badania do szerokiego pojętego przemysłu opierającego się o kolor.

W tym czasie również połączyły się nasze drogi zawodowe z Jakubem, połączył nas Madryt.

Braterstwo – będąc blisko jednocześnie daleko – ks. Paweł Rochman. Jeśli miałabym mówić o mojej siostrzanej duszy, to będzie to mój brat. Ktoś, kto mnie inspiruje i jest moim powiernikiem. Genialny umysł, poliglota. Na co dzień pilnuje parafialnego lasu na pojezierzu brodnickim, a jednocześnie jest zapraszany przez francuskich i angielskich arystokratów, aby towarzyszyć ich bliskim w ostatnich momentach życia. W wolnej chwili pisze książki i maluje. Odpowiedział sobie na pytanie, które teolodzy zadają sobie od kilkuset lat: dlaczego Jezus nie napisał książki. Z pasji matematyk i artysta, a z miłości człowiek kościoła. Łączy nas zamiłowanie do prawdy – zarówno materialnej, jak i duchowej.

Również doświadczenie przestrzeni i budynków pamiętających czasy Tolkiena oraz dotyk architektury przez pryzmat rzemiosła i tradycji stały się możliwe, gdy odwiedzałam mojego brata w Oxfordzie podczas jego studiów filozoficznych.

Mój brat to wciąż intelektualne wyzwanie, by móc przebywać w tych rejonach postrzegania, w których jest. To są rozmowy o ludziach i historiach. To człowiek zintegrowany, blisko ludzi i ziemi, ale i sfery niematerialnej.

Patrząc na jego życie, zrozumiałam, że aby robić rzeczy zgodne ze sobą i z myślą o drugim człowieku, potrzebna jest zgoda na wewnętrzne spalanie. Aby tworzyć rzeczy ważne, trzeba mieć zgodę na oddanie siebie, bez poczucia straty i żalu. Tak postrzegam swoją pracę – godzę się na to, by w każdym projekcie pozostał niewidoczny duch miejsca, genius loci, mój znak niewymagający podpisu realnego.

W wieku dwudziestu pięciu lat, w sposób niezaplanowany, przeszłam przyspieszoną praktykę, spędzając rok na procesie budowlanym na zboczu szwajcarskiej góry w kantonie Schwyz.

Na co dzień pracowałam z lokalną ekipą, przechodząc etap po etapie z ludźmi, którzy z dziada pradziada przekazywali sobie tajniki zawodu. Jako osoba tuż po studiach, wyglądająca na osiemnaście lat, miałam za zadanie odbudować, zrekonstruować i przywrócić ducha miejsca domu, który przez lata był zdegradowany. 

Budynek był zanurzony w życiu lokalnej społeczności, a w trakcie remontu wykonawcami byli sąsiedzi – lokalna wspólnota. Była to lekcja pokory, wejścia w żywy organizm, układania ludzi wokół domu, zrozumienia i zaangażowania. Dzisiaj mogę powiedzieć o sobie, że żaden system budownictwa nie jest w stanie mnie zaskoczyć ani nie stanowi dla mnie blokady.

Po doświadczeniach z domem „Brodaczy”, nic nie jest dla mnie obce i trudne. Wszystko można zrozumieć i oswoić, niezależnie od stylu – włoskiego czy francuskiego – każdy projekt i marzenie można urzeczywistnić.

Historia przeszło trzech tysięcy metrów kwadratowych klinik neurologicznych w Szwajcarii. Moja historia i rozwój zawodowy 16 lat temu ściśle połączyły się z rozwojem marki Bellevue Medical Group.

Z perspektywy lat mogę stwierdzić, że uczestnicząc w budowie kilkunastu klinik, towarzyszyłam ich właścicielom w rozwoju ich wizji i doświadczyłam synergii dwóch światów. Z jednej strony biznesu i celu inwestora, jakim było budowanie kliniki dla konkretnego odbiorcy, a z drugiej strony budowania wartości estetycznej i warstwy emocjonalnej, kreującej charakterystykę i styl wpisujący się we współczesną tkankę Zurychu, Basel, Rorschach, Lucerny, St. Gallen i Oerlikon.

Pierwszy projekt z Jakubem i początek naszej włoskiej przygody. Pierwsza budowa, podczas której cały rok zgłębialiśmy historię domu, pasja, która połączyła nas z właścicielką. Zanim powstał pomysł na dom, poznaliśmy historię ludzi związanych z tym miejscem, co stało się fundamentem do pisania jego dalszej historii.

Badanie miejsca i odkrywanie jego ducha w istotny sposób wpłynęła na charakter projektu i jego wartość inwestycyjną. Analiza historycznego kontekstu obiektu to element, który trwale zwiększył wartość nieruchomości, co jest istotne dla kultury włoskiej i francuskiej. Budynek osadzony w kontekście historycznym stanowi wartość dla przyszłych pokoleń. Historia i narracja miejsca, wraz z budynkiem, są przekazywane dalej.

Marka osobista, transformacja – podróż w swoim kierunku wgłąb, jest procesem, jest drogą, konsekwencją. Jest to sztuka rezygnacji – rezygnacji z tego co się przykleiło do naszej osobowości przez lata…
Transformacja, to jest dochodzenie do istoty, do tego, do czego nie miałam odwagi się przyznać. Zobaczyłam swoją twórczość jaka ona jest, jaka jestem, co tworzę, co lubię. Z kim chcę pracować, a z kim nie, że nie chce tego, nie lubię tego. Czy metamorfoza ma jakiś element tymczasowości, nietrwałości, zachwyca. Lubimy to oglądać, ale jest nietrwałe. Marka to jest droga, jak mogę być bardziej tym kim jestem.

Dzisiaj piszę o transformacji nie tylko z perspektywy osobistego rozwoju. Marka osobista stała się szczególnie ważna w momencie gdy znalazłam się w prestiżowym gronie AD100 – listy najbardziej wpływowych architektów i projektantów z Polski i ze świata.

Na powstanie marki Il Capolavoro złożyło się kilka bardzo konkretnych powodów. Narodziła się na szczęśliwym przecięciu kilku procesów w naszym życiu. Z naszego małżeńskiego doświadczenia wynika, że synteza efektów następuje, gdy dwa światy się przenikają i tworzą jedną, kojącą przestrzeń dla człowieka.

Wydawałoby się, że jesteśmy z dwóch różnych światów. Z jednej strony architektura, potężna, monumentalna, kubaturowa kojarzona z Andrea Palladio i architektura wnętrz kojarzona najczęściej z tym co jest eteryczne, jednostkowe, trudne do uchwycenia, ukryte, intymne.

W naszym świecie Il Capolavoro, całość to nie suma składników architektury kubaturowej i architektury wnętrz. To coś więcej, niż precyzyjnie skonstruowany układ między nami. Piękno projektowania polega na utkaniu sieci wzajemnych powiązań między tym, co „zewnętrzne a tym co wewnętrzne”.