Atlant / by Karolina Rochman Design

Najpierw w projekcie pojawiła się międzywojenna, odrestaurowana kamienica przy ulicy Uniwersyteckiej w łódzkiej dzielnicy Śródmieście. Rzut beretem do ulicy Narutowicza, gdzie kilku olbrzymów dźwiga na swych muskularnych barkach Dom pod Atlantami. Atlanci nawiązują do starogreckich mitologicznych tytanów, z których najsłynniejszy to Atlas. Poskromiony przez Zeusa, został obarczony ciężarem nieba.

Atlanci z Łodzi mają analogiczne zadanie architektoniczne co słynni Giganci z Kamienicy na warszawskich Alejach Ujazdowskich, tj. być filarem budynku, dając oparcie gzymsom i balkonom. Ale inaczej niż wyniośli krewniacy ze stolicy, bo tutaj w duchu robotniczej Łodzi, pięciu osiłków, dzierżąc w dłoniach narzędzia do wykonywania zawodu, każdy z osobna i wszyscy razem, stanowią filary wielkomiejskiej społeczności z jej surowym etosem pracy.

Atlanci — rzeźbieni od greckiego antyku, z największym upodobaniem zaś w baroku — podobnie jak kariatydy o kobiecych kształtach — służyli i służyły za kolumny i filary domostwa, symbolizując ostoję, stabilność i trwałość.

Projekt wnętrza w zewnętrzu w postaci kamienicy w Łodzi przybrał imię Atlanta — giganta o boskiej proweniencji, ogromnej mocy i tytanicznej energii.

Im bardziej jednak projekt wnętrza — wnętrze in potentia — stawał się wnętrzem dokonanym — wnętrzem in actu — tym bardziej Atlant nabierał rysów Atlanty. Obie nazwy różni nie tylko końcówka rzeczownikowa, wskazująca na rodzaj męski lub żeński. Choć Atlantę można wyprowadzić od Atlanta, pojęcia mają wspólne korzenie bądź źródłosłów, to Atlanta posiada odrębne znaczenie lub narosła określonymi znaczeniami, które teraz krystalizują się jako obraz wnętrza stworzonego na podobieństwo miasta, znanego pod tą właśnie nazwą.

Projekt Atlant sięgnął zenitu, gdy na horyzoncie pokazała się Atlanta.

Jak obraz w malowidle, nabierając realnych konturów i cielesnych kształtów, określony wycinek świata rzeczywistego, tj. powierzchnia kamienicy, zaistniał artystycznie. Wypada użyć dawnej metafory — jak Atlas podtrzymuje na barkach sklepienie niebieskie, tak Atlant ruszył ziemią pod Atlantą. Atlanta to projekt ucieleśniony; Słowo, które ciałem się stało i zamieszkało między nami.

Atlanta rozpościera się wewnątrz łódzkiej kamienicy z 1938 roku.

Prawdopodobnie naturalniej byłoby, gdyby było odwrotnie, to znaczy gdyby europejskie miasto znalazło się we wnętrzu amerykańskiego budynku, a więc zgodnie z kierunkiem wędrówek europejskich ludów, które szukały Ziemi Obiecanej za oceanem.

Pewnie tak, ale projektowanie wnętrz jest sztuką, która narusza naturalny porządek, wyziera poza oczywistość i powszedniość, by stać się jedyną w swoim rodzaju. Każdy projekt wnętrza aspiruje do uznania go za oryginalne dzieło sztuki.

Projektowanie zaczyna się od wizji, mglistego, lecz uporczywego wyobrażenia, o którym pisarka Olga Tokarczuk powiedziałaby, że to zaledwie (lub aż) brzmienie pewnej przestrzeni.

I had a dream — przemawiał urodzony w Atlancie wizjoner Martin Luther King: Miałem sen, że pewnego dnia na czerwonych wzgórzach Georgii synowie byłych niewolników i synowie byłych właścicieli niewolników usiądą razem przy stole braterstwa.

W sercu łódzkiej Atlanty, niczym symbol śmiałych wizji, stoi czerwony jadalniany stół. Wizjonerzy, którzy przy nim zasiądą, mogą dzielić skórę na klasycznej skórzanej kanapie lub pleść trzy po trzy na nowoczesnych krzesłach z plecionymi siedziskami i oparciami.

Stół ciągnie się owalem przez całą przechodnią powierzchnię kuchnio-jadalni, która łączy amfiladą salon i sypialnię. Patrząc w jego kierunku od wejścia do mieszkania, przy otwartych drzwiach do jadalni widać jego obły koniec, który niemalże dotyka prawego skrzydła amfilady, czyli salonu. Wtedy na jej lewym skrzydle należy spodziewać się sypialni, a właściwie dwóch — druga ewidentnie kryje się za wielkim prostokątem z nieprzeziernego szkła zastępującego ścianę jadalni. Na dwa pokoje sypialne musiał przypaść choć jeden pokój kąpielowy, ale perspektywa widokowa nie obejmuje łazienki domowników; jej cichej, lecz znaczącej obecności można się jedynie domyślać.

Na ścianę, której faktycznie nie ma, bo została podzielona między nieprzezierne okno do jednej sypialni i wnękę prowadzącą do drzwi drugiej, można by spoglądać z perspektywy salonu. Salonowa przestrzeń otwiera się lub zamyka za pomocą dwuskrzydłowych drzwi, które utkwiły swoimi szklistymi oczyma w naprzeciwległej ścianie kuchnio-jadalni. Gdyby mogły rzucić salonowymi drzwiami spojrzenie z ukosa na ściany ciągnące się równolegle do czerwonego stołu, po lewej stronie padłoby ono na zabudowę kuchenną, a po prawej na jadalnianą boazerię. Obie ściany pokryły rękodzieła z litego drewna. Wyrastają z dębowej podłogi ułożonej w jodełkowy wzór i wrastają w brunatną sztukaterię okalającą piaskowy sufit jak fosa zamek.

Brązy w różnych odcieniach i nasyceniach opanowały całe pomieszczenie od pasa w górę. Unoszą się w powietrzu nad jadalnią i osiadają na szafkach kuchennych jak beżowo-różowy pył korzennych przypraw. Od pasa w dół kuchnia ma kolor dojrzałej wiśni, który w połączeniu z orzechowym ubarwieniem jadalni daje wrażenie dystyngowanej lamperii. Drewniany wystrój podkreślają popielate i srebrne akcenty, jak marmurowa szarość na skrawku ściany nad kuchenką oraz nieprzezierne szkło niby-okna do tajemniczego pomieszczenia, z którego wydostaje się jedynie nieokreślona jasność.

Rozpalony do czerwoności wizjonerski stół stoi pośrodku amfilady, w przechodniej kuchnio-jadalni rozciągniętej pomiędzy nostalgicznym salonem i rewolucyjną sypialnią niczym między snem i jawą.

Nocny pokój powinien być może bardziej senny lub kojąco przygaszony jak szept listowia za oknami. Tymczasem skąpany jest w jaskrawo-intensywnej czerwieni, oblewającej krwistym rumieńcem drzwi i szafy, pełzającej po sufitach, odgradzającej ścianą ognia skromne niemowlęce łóżeczko od loży rodziców. Stoi tam okazałe łoże odwrócone plecami do zgiełku miasta, które na wezgłowiu dźwiga zieleń napierającą z zewnątrz na ścianę z okien. Atlanta w Łodzi czuje się jak u siebie w Georgii, gdzie nazywana jest miastem w lesie, a to z powodu rozpościerającego się nad jej ulicami baldachimu drzew.

Na pogrążonych w szarościach tapetach rosną palmy, na które najwidoczniej opadł popiół.

Drzewo palmowe — symbol długowieczności — z koroną posypaną popiołem staje się znakiem lub zwiastunem wiecznego odradzania się życia. W herbie Atlanty, doszczętnie spalonej w czasie wojny secesyjnej, a potem odbudowanej w modernistycznym i postmodernistycznym stylu, znajduje się Feniks — mityczny ptak nieustannie odradzający się z popiołów, symbol Słońca, nieśmiertelności, zmartwychwstania. Na nieboskłonie mieszkania w Łodzi świeci lampa, która przybrała formę złotego pióropusza Feniksa gorejącego w płomieniach. Krwistoczerwona linia życia rewolucyjnych idei, biegnąca przez główne arterie łódzkiej Atlanty, ni to podburza, ni to ostrzega, że w wizjach nowego wspaniałego świata domniemana jest destrukcja starego.

W korytarzu radykalna czerwień spuszcza z tonu, mieszając się z pomarańczą, która z kolei usamodzielni się w drugiej sypialni, stając się tłem dla zwierzęcych i ptasich wzorów na tapetach. Małpy robią ptakom małpie figle, kusząc jabłkami, które okazują się gruszkami na wierzbie. Małpy skaczą niedościgle dla ptaków, które przed prozą życia uciekają w poezję, stając się jej literackim symbolem. Dziecięca sypialnia nie jest taka dziecinna. Puszcza wodze fantazji, ale też dzieli się troskami rozbujałej wyobraźni, w której marzenia okazują się mrzonkami.

Wśród zgromadzonych tu rzeczy panuje zasada „do wyboru, do koloru”. Energetyczny pomarańczowy pojawia się w parze z chłodną zielenią, którą ociepla turkus. Obfitość wrażeń równa się obfitości życia. To, co wpływa na dziecko, na zawsze zostawia ślad w jego psychice. Przeżycia i doznania z dzieciństwa kształtują osobowość, wnikając obrazami rzeczywistości w człowieka — przekonywał Bruno Schulz. Jego bohater błądzi w poszukiwaniu Sklepów cynamonowych, a więc niedoścignionego marzenia, zakazanego i zarazem kuszącego rejonu, pełnego egzotyki i wyrafinowanej ornamentyki. Jest to w istocie podróż w głąb siebie, po wspomnienia dawnych doznań i nowe doznania na wspomnienie tych przywołanych w pamięci.

I jakby po jego myśli, na pełne wytworności korytarze Atlanty pada ze ścian cynamonowy odcień brązu z nutą czerwieni i pomarańczy. Z głębi holu w drzwi wejściowe wpatrują się dwa konie, symbolizujące świadomą i nieświadomą część jaźni. Jego prawa ściana zaraz za progiem mieszkania otwiera się szerokimi szklanymi drzwiami do wnętrza gabinetu, którego strzegą dwie szmaragdowe kolumny. Po lewej stronie bielą się subtelnie zdobione drzwi do gościnnej łazienki. Na końcu korytarza na białej szybie w drzwiach do kuchnio-jadalni zaznaczają się delikatne kwiaty.

Na powierzchniach płynących amfiladami i pokojami przechodnimi drzwi są istotne. Są zapowiedzią tego, co znajdziemy za drzwiami. Przypominają też o sobie, że oto można je w każdym momencie zamknąć przed czyimś wścibskim nosem lub poszukać za nimi intymności, przytulności i samotności. Z tej zasady wyłamuje się gabinet, otwarcie prezentujący swoje drewniane wnętrze, który zdaje się być słoneczną poczekalnią, pozytywnie nastrajającą do zwiedzania Atlanty. W języku greckim cynamon oznacza słodkie drewno. Gabinetowej słodyczy dopełniają antyczne lustra, stojące na drewnianych szufladach w objęciach szklanych witryn.

O wszechobecnym drewnie i wszędobylskim rzemiośle artystycznym we wnętrzach by Karolina Rochman Design można śmiało powiedzieć, że w tym szaleństwie jest metoda.

Autentyczne drewno jest naturalnym partnerem dla prawdziwej sztuki wnętrzarskiej, do której stosują się estetyczne kategorie wzniosłości i piękna. Wzniosłość odnosi się do natury i jej bezkresu, piękno do sztuki, która utkana jest z lęków, marzeń i nadziei człowieka jako istoty śmiertelnej, ułomnej i kruchej.

Trwała, solidna, masywna rzecz z drewna jest wzniosła. Jak czerwony jadalniany stół. Jak grube warkocze drewnianej sztukaterii. Wrażliwe na grubiański dotyk ozdoby ze szkła i szlachetnych kruszców należą do płochej i finezyjnej ornamentacji.

Opis wieczornego spaceru po teatrze, który zawierają Sklepy cynamonowe, dotyka zdobień i dekoracji Atlanty, jakby rzeczywiście dotyczył jej powierzchni.

O łazienkach, ubranych w szaro-bure marmurki i przepasanych turkusem, pasuje by powiedzieć, że podglądane znienacka, „pełne były tylko tajnych spojrzeń, które oddawały sobie zwierciadła, i popłochu arabesek, biegnących wysoko fryzami wzdłuż ścian i gubiących się w sztukateriach sufitów”. Figurki nimf zanurzonych w podniebnym kawałku błękitu, przywodzą skojarzenie z Atlantydami, siedmioma córkami Atlanta vel Atlasa, nazywanymi Plejadami, tj. żeglującymi gołębicami.

W przechodniej garderobie, łączącej hol z salonem, ze ścian w kolorze naturalnego lnu salonowej zasłony-kurtyny, patrzą wizerunki różnych tożsamości, które boleśnie zetknęły się w dziejach Atlanty i innych euroatlantyckich krajobrazów. Wyglądają jak wielkie malowane maski nurzające się w ogromnym płóciennym przestworzu, które chciałyby przemówić na rzecz pokojowego współżycia.

I czuć cudowną rację w słowach autora Sklepów cynamonowych, gdy pisał z genialną artystyczną intuicją, że „oddech ogromnego płótna, od którego rosły i ożywały maski, zdradzał iluzoryczność tego firmamentu, sprawiał to drganie rzeczywistości, które w chwilach metafizycznych odczuwamy jako migotanie tajemnicy”.

Gdy spacer po łódzkiej Atlancie dobiega wreszcie salonu, zamykając jej czasoprzestrzeń w kwadraturze koła, niezwykły sen wydaje się bardziej realny niż zwykłe senne marzenie.

Salonową strefą — jak freudowską sferą podświadomości — rządzi zasada przyjemności.

Do snu układa się minimalistyczna kompozycja z mebli i zdób. Łaknący wytchnienia wzrok spacerowiczów przyciąga zaróżowione od powierzchownej drzemki oparcie kanapy i jasno-pistacjowe siedzisko w kolorze ścian, które zapadają się w nie pod wrażeniem przytulnego srebrzystego kominka. Do odpoczywających mieszkańców Atlanty napływają niesłyszalne dźwięki muzyki, pojawiające się na wspomnienie gry na pianinie, które stoi w zgięciu salonu.

Nad kominkiem i pianinem złocą się ozdobne liście miłorzębu.

Miłorząb dwuklapowy lub japoński to drzewo przedziwne. Symbol płodności i urodzaju, ale i znak śmierci w płomieniach ognia, przed którym chroni i dlatego sadzane było często i gęsto przy świątyniach, zwłaszcza w Chinach i Japonii.1 Ta ostatnia wybrała miłorząb jako symbol-drzewo swej stolicy, czyli Tokio. Mało tego. W centrum japońskiej Hiroszimy znajduje się ogród o nazwie Shukkei-en, założony prawie pół wieku temu, całkowicie zniszczony podczas amerykańskiego ataku nuklearnego w 1945 roku, po wojnie odtworzony. W ogrodzie rośnie miłorząb, którego wiek szacuje się na ponad 200 lat, o którym zwiedzający goście mogą przeczytać: „Ten miłorząb jako jedyne drzewo w tym ogrodzie przetrwał burzę ogniową po bombardowaniu atomowym w dniu 6 sierpnia 1945 roku. Obwód pnia: około 4 m, wysokość: około 17 m. Jest przechylony przez podmuch wybuchu, przycinanie gałęzi zapobiega jego upadkowi.”

Oniryczna konwencja, jaka panuje we wnętrzu, ziściła się dzięki tafli wody, która niczym rzeka Styks z Hadesu rozlała się po ścianie z antycznych luster. Odbijając realne przedmioty, lustra zniekształcają je na sposób zabrudzeń i plamek, którymi upstrzone jest to sztucznie postarzone zwierciadło. „Po drugiej stronie lustra” jak w „Krainie Czarów” materia salonu została odkształcona przez marzenia senne, plastyczną wizję projektantki, wyobraźnię i spojrzenia domowników.

Łódź i Atlanta — powinowactwo obu miast jest rzeczywiste i historyczne, czy może to luźne skojarzenie, wytwór artystycznej wyobraźni? To i owo wyraźnie pokazuje, że sztuka nie jest realistycznym odtworzeniem rzeczywistości, lecz jej twórczym przekształceniem. Projektowanie wnętrz, sztuka wnętrzarska, artystyczna kreacja czasoprzestrzeni — to poetycka proza życia.

Może zainteresuje Cię również

Il Capolavoro Guild Shop

Zbliża się otwarcie Il Capolavoro Guild Shop. To  sklep, który powstał z potrzeby stworzenia przestrzeni dla kolekcji mebli i dodatków o unikalnym charakterze, wyłącznie w limitowanych seriach.

Czytaj całość >

Lista 100 AD

W 2025 roku znalazłam się w prestiżowym gronie AD100 – listy najbardziej wpływowych architektów i projektantów z Polski i ze świata.

Czytaj całość >